Translate

niedziela, 12 kwietnia 2015

Skała Czarownic - Approfondimento bipenne

Ostatnio natrafiłem -kolejny już raz - na bardzo ciekawy artykuł "L’evento della luce dei fori apicali del nuraghe Ruju di Torralba" zamieszczony na stronie http://www.duepassinelmistero.com/RujuTorralba.htm , który nakłonił mnie do powrócenia do rytów ze Skały Czarownic. Jak już wcześniej pisałem ( Skała Czarownic cz.1 ,    Skała Czarownic cz.2 , Skała Czarownic cz.3  można podejmować próby interpretacji tych rytów. W jednym z linkowanych już artykułów wskazano na podobieństwo rytu nr 6 do solarnego krzyża z denara Mieszka I. Sam też wskazywałem na pewne podobieństwo rytu nr 2 i symbolu uwidocznionego na stecci z miejscowości Imotski ( Marian Wencel UKRASNI MOTIVI NA STEĆCIMA , tabela XVIII, str.113 ) oraz związaną z tym symbolem interpretacją P.Nikolic)


 
Kolejne poszlaki dot. rytu 4 i 5 poruszyłem we wpisie Skała Czarownic cz.3. Wszystkie wskazane interpretacje mają jeden wspólny mianownik, a mianowicie odwołują się do jakiegoś konkretnego znaczenia, które można z nimi powiązać i zawierającego w sobie pierwiastek ludzkiej kultury.
I na taki właśnie ślad natrafiłem czytając artykuł "L’evento della luce dei fori apicali del nuraghe Ruju di Torralba". 
Zanim do niego przejdziemy, przyjrzyjmy się jeszcze raz rytowi nr 3, najpierw w ujęciu ogólnym

oraz w zbliżeniu
     
 Chociaż jest to najmniejszy z pośród wszystkich rytów jakie są widoczne na Skale Czarownic, to według mnie może się okazać, że jest jednym z najciekawszych. Choćby z uwagi na to, że stanowi zespół składający się z  dwóch znaków, co wskazuje na jakiś głębszy zamysł jego twórcy. Niestety ryty są słabo widoczne. Ponieważ nie dokonano ich odwzorowania w profesjonalny sposób (przynajmniej ja nic na ten temat nie wiem) trudno więc mówić o jakimś jednym "urzędowym" ustaleniu ich kształtu. Po prawej mamy coś na kształt antropomorficznego krzyża, po lewej "klepsydrę". Cały czas zastanawiam się czy w miejscu, które wskazuje na zdjęciu igła można dojrzeć nad klepsydrą coś na kształt okręgu, co wskazywałoby na istnienie w tym miejscu czegoś na kształt "głowy"? Trudno orzec czy tak jest w istocie , czy to tylko złudzenie optyczne. Będąc na miejscu i "obrysowując" palcami ten ryt nie wyczułem na 100% by coś tam było, ale to nic pewnego, bo palce miałem zgrabiałe. Na dzień dzisiejszy to spekulacja, ale gdyby tak było można by zinterpretować całość jako wyobrażenie kobiety pod postacią klepsydry i mężczyzny pod postacią antropomorficznego krzyża, co w samo w sobie byłoby już dosyć ciekawe.
Powróćmy jednak do wspomnianego artykułu. Nie będę nikogo zanudzał całą treścią, którą każdy może sobie przetłumaczyć we własnym zakresie. Skoncentrujmy się na podrozdziale "Approfondimento bipenne" , w którym omówiono znaczenia symbolu podwójnej siekiery -labrysu. Ciekawa jest poniższa  konkluzja "Nella Grecia Classica e nella cultura Celtica rappresentava anche la grande dea Madre, la più antica di tutte le divinità cretesi, simbolo della Terra, della fertilità e del potere femminile, creatrice universale" - W starożytnej Grecji i kulturze celtyckiej reprezentował wielką boginię Matkę, najstarszy z wszystkich bogów Kretan, symbol Ziemi, płodności i kobiecej mocy, uniwersalnego twórcy". Moje tłumaczenie jest może trochę kulawe ale w zupełności wystarczy by oddać sens tego symbolu. Kolejnym i według mnie bardzo istotnym fragmentem jest opis "procesji" z użyciem tego symbolu, co wskazuje na trwanie w świadomości lokalnej społeczności pewnych zakorzenionych wzorców.
To wszystko nabiera głębszego sensu, gdy przypatrzymy się rycinom zamieszczonym w kolejnym rozdziale "I TRE ASSI e il primigenio simbolo della Bipenne". Sposób uzyskania wzoru klepsydry http://www.duepassinelmistero.com/RujuTo43.jpg , zaproponowany przez autora artykułu jest wielce wymowny, a zarazem prosty i naturalny w dosłownym tego słowa znaczeniu. Niestety tak się składa , że rzeczy najprostsze najtrudniej opisać, są bowiem takim kulturowym pierwiastkiem, poniżej którego nie znajdziemy już chyba bardziej pierwotnego znaczenia, więc nie będę się silił na zbyteczne w tej sytuacji słowa.
Tak rozumiany solarny symbol klepsydry w przypadku  Skały Czarownic stanowić może zatem dobitne potwierdzenie znaczenia tego miejsca. Otwiera też dalsze pole do interpretacji całego zespołu znaków jaki tworzy ryt nr 3. Można tłumaczyć go podobnie jak widzimy to na rycinie http://www.duepassinelmistero.com/RujuTo33.gif .W naszym przypadku antropomorficzny krzyż "trzyma" ową solarną klepsydrę. 
Na marginesie wspomnieć muszę, że analogiczny symbol jak ten przedstawiony na ilustracji z "procesją" widnieje również na skale na Trzech Kopcach
 

To nie jest jedyna klepsydra jaką można "dojrzeć" wśród rytów ze Skały Czarownic. Warto zwrócić uwagę , że cztery kropki jakie widać wokół rytu nr 2

i rytu nr 6 , 

a także prawdopodobnie wokół rytu nr 1 
nie są przypadkowe , podobnie jak te na denarze Mieszka I.  Ich interpretacja może być podobna do tej przedstawionej na rycinie, która objaśniała model odwzorowania klepsydry. Te cztery kropki to punkty kardynalne związane ze wschodami i zachodami Słońca w  dniu zimowego i letniego przesilenia. Oznaczają one skrajne położenie Słońca na horyzoncie,  które po tych datach nigdy nie wschodzi "dalej"  niż te właśnie punkty.
Dla zobrazowania powyższego posłużyłem się rytem nr 3


W dniu 23 grudnia mamy do czynienia z zimowym przesileniem i w naszych warunkach Słońce wschodzi na azymucie 127 stopni. Stopniowo z każdym mijającym dniem wschodzić będzie bardziej ku północy. W dniu równonocy wzejdzie na azymucie 90 stopni, by w letnie przesilenie osiągnąć kolejne maksimum, czyli azymut 53 stopni. Po tej dacie Słońce znów podejmie wędrówkę w stronę punku wyznaczonego przez zimowe przesilenie  (oczywiście jest to pozorny ruch Słońca , gdyż w rzeczywistości nachyleniu ulega oś Ziemi). 
Gdy pierwszy raz zobaczyłem te ryty, korciło mnie, by w te dziury wetknąć jakiś gnomon i sprawdzić, czy w dni przesileń faktycznie cień przezeń rzucany pokryje się z przeciwległy punktem. Nie sprawdziłem tego, ale prawie wszystkie te trzy ryty ułożone są na linii N-S więc teoretycznie jest to możliwe. 
Zasadniczo uciekam z przypisywaniem danych rytów określonym kulturom. Jednak tym razem nie sposób zamknąć oczu i udać , że  w linkowanym tekście nie ma mowy o Celtach. Czy możliwe jest zatem, by ryty w Beskidzie Małym były wytworem Celtów lub ludzi pozostających pod wpływem ich kultury? Nie można tego wykluczyć, gdyż na górze Grojec k/Żywca odkryto materialne ślady ich bytności. Z Grojca do masywu Beskidu Małego nie jest przecież daleko, co więcej z góry Grojec widać przecież to pasmo Beskidu Małego. Istotne jest również to, że w obszar ten można było dotrzeć poruszając się wzdłuż koryta rzeki Soły.Na razie to hipoteza, być może czas przyniesie jakąś odpowiedź na to pytanie.

niedziela, 5 kwietnia 2015

<<"wielbiący" obserwatorzy>> (worshipping observers, observateur ébloui)

Zdarza mi się, że przeglądając Sieć natrafię na ciekawy artykuł lub wątek, który odkładam na wirtualną półkę, gdyż albo jest w nim zbyt mało treści, by poświęcić mu kolejny wpis lub na odwrót , potrzebuję czasu , by to co przeczytałem ,  ułożyło mi się w sensowną całość. 
Ostatnio poszukując jednej z informacji natknąłem się na ciekawą stronę http://www.zuziawdrodze.cba.pl/zachody.html , która za jednym zamachem połączyła kilka wątków , które do tej pory spoczywały na takiej właśnie wirtualnej półce w oczekiwaniu na "lepsze jutro". Przyznam się , że początkowo poddałem się urokowi tych zdjęć, gdyż nie sposób oprzeć się wrażeniu , iż zza każdego kadru przebija czysta afirmacja życia. Przeglądałem kolejne galerie , aż do momentu gdy natknąłem się na serię tych zdjęć
http://www.zuziawdrodze.cba.pl/zachody/siennazachod15022015/slides/DSCF6343.html
W tym momencie przyznam się, że mnie zatkało , a jednocześnie sprowadziło na ziemię. Ślepy traf sprawił, że całkiem niedawno - zanim trafiłem na te zdjęcia - przeglądałem stronę http://www.megalithicsites.co.uk   a na niej wpis poświęcony Silbury Hill  http://www.megalithicsites.co.uk/Study_Sites/England/Silbury_Hill/
Podobieństwo momentów, w których uchwycono zachodzące Słońce w tych dwóch, różnych przecież miejscach, było ogromne. Ponownie więc zacząłem przeglądać zdjęcia z tej galerii , tym razem koncentrując się na szczegółach. Wkrótce zrozumiałem , że na stronie tej krył się dla mnie dosłownie "święty Gral", gdyż zdjęcia zachodów Słońca od roku 2012 do chwili obecnej wykonane zostały w jednej miejscowości i praktycznie z jednego miejsca. Fakt ten ma kolosalne znaczenie i nie chodzi o to , że góra Ostre, za którą na zdjęciach zachodzi Słońce to odpowiednik Silbury Hill, gdyż póki co byłby to wniosek zbyt daleko idący. Otóż kilka  już razy na tym blogu posługiwałem się wirtualnymi prezentacjami linii wschodów i zachodów Słońca, wyprowadzonych z różnych opisywanych miejsc, które mogłyby mieć solarne powiązania. Czyniłem tak dlatego , gdyż  nie miałem dostępu do zdjęć z własnych obserwacji. Teraz w końcu na własne oczy mogłem praktycznie zobaczyć to, o czym wcześniej teoretyzowałem.  Jednocześnie porównanie lokalizacji, czasu i daty ich wykonania pozwoliło na sprawdzenie wyników uzyskiwanych wcześniej za pomocą narzędzi internetowych, a wyniki były więcej niż zadowalające. Wszystko to sprawiło, że wyciągnąłem z szuflady - tym razem w sensie rzeczywistym- wykonane wcześniej obliczenia i korzystając z okienka pogodowego, wczesnym niedzielnym porankiem wyruszyłem w teren , by dokonać kolejnej wizji lokalnej i jak się później okazało, kolejnego ciekawego odkrycia, o którym postaram się napisać następnym razem.
Tymczasem wróćmy do tytułowych  <<"wielbiący" obserwatorów>>. Skąd taka interpunkcja? otóż jakiś czas wcześniej czytałem bardzo interesujący artykuł "La Gardette l'hypothèse solaire", którego autorami są Léo DUBAL & Luc JOLY  (to kolejny bardzo ciekawy wątek , który niebawem postaram się tu przybliżyć). Otóż w tekście tym pojawia się bardzo ciekawe określenie "worshipping observers" "observateur ébloui" , które na własne potrzeby przetłumaczyłem jako 'wielbiący obserwatorzy' i które odnosi się do przedstawień wyrażonych za pomocą antropomorficznych rytów http://www.bonnevaux-cevennes.fr/wp-content/uploads/2013/03/petroglyphesbdef.jpg , opisanych w tym artykule. Towarzyszy temu rozbudowane uzasadnienie zarówno samego kształtu rytów jak i ewolucji  sposobu ich tworzenia. Z powodu braków językowych siłą rzeczy skupiłem się na grafikach, starając się tą drogą pokonać napotkane trudności, co skutkowało  połowicznymi rezultatami. Przeglądając później  http://www.zuziawdrodze.cba.pl/zachody.html "doznałem" olśnienia. Otóż o ile autorzy artykułu w dojściu do bardzo przekonywujących wniosków posłużyli się eksperymentem w miejscu obserwacji - co sam z powodu braków "warsztatowych" zmuszony jestem sam praktykować- i co przemawia do każdego, kto prześledzi jego wynik, gdyż zrozumienie tego co zaobserwowali nie wymaga jakieś szczególnej wiedzy , o tyle tłumaczenie związane z kształtem rytów wydało mi się przynajmniej częściowo zbyt wydumane. Oczywistym musi być przecież, że twórcy tych rytów nie silili się na skomplikowanie tworzonego przekazu. Można wręcz założyć, że miał być oczywisty dla każdego z współczesnych mu odbiorców. Dopiero zerwanie "więzi" pokoleniowej i kulturowej sprawiło , że dzisiaj mamy problem z "odkodowaniem" przesłania w nich zawartego. Jednakże co jeden człowiek stworzył, inny może odtworzyć , choćby podświadomie i nie intencjonalnie, gdyż taka jest powiedzmy "natura" człowieka . I tą zupełnie prozaiczną odpowiedź na pytanie na czym bazowano  wykonane te ryty  znalazłem  na zdjęciach:
Choć cienie , które widać na zdjęciach pochodzą od zachodzącego Słońca, to nie ulega wątpliwości ,że identyczne rzucałyby promienie zachodzącego Słońca.
Nie rozmawiałem z autorem zdjęć - choć mam taką nadzieję ,że kiedyś to nastąpi, gdyż mieszkamy właściwie za miedzą - stąd na temat intencji z jaką były tworzone wiem tylko tyle , co autor sam przekazał na wstępie do galerii i dlatego też w tytule tego wpisu 'wielbiących' umieściłem w cudzysłowie. Jednak każdy z odbiorców tej twórczości poddany jest własnej wrażliwości i tego co z niej dla niego konkretnie wynika.
W następnym wpisie znów użyjemy mapy , kompasu i kilku danych, by postawić bardzo intrygującą tezę. Jak zwykle nie zabraknie też zdjęć.   
 
  
   

 

piątek, 20 marca 2015

Równonoc wiosenna -March Equinox (Vernal Equinox) 2015

Trzy Kopce : Równonoc wiosenna - March Equinox (Vernal Equinox)

Świt




Wschód





Podążając za Słońcem



Czas na misterium



Równonoc





pierwszy Dzień wiosny






poniedziałek, 16 lutego 2015

Krajobraz cz.5 - Księżyc nad Stołowem

Jakiś czas temu miałem okazję zapoznać się z ciekawym artykułem E. i E. Foltyn pt. "Badania na Górze Stołów w Beskidzie Śląskim" zamieszczonym w Acta Archeologica Carpatica Tom  XXXIII. Artykuł stanowi omówienie badań dot. "zgrupowania kopców kamiennych rozłożonych na płd-zach stoku wypłaszczenia stanowiącego część obniżenia na wysokości 990-1000 m n.p.m. , pomiędzy wypiętrzeniami Trzech Kopców i Stołowa". 

(widok na teren badań od strony Trzech Kopców)

To niewątpliwie ciekawe zgrupowanie kopców znajduje się tuż obok szlaku pieszego wiodącego z Klimczoka poprzez Trzy Kopce i Stołów w stronę Błatnej. Każdego roku mijają je więc tysiące turystów, którzy nie zdają sobie nawet sprawy , że tak interesujące i zagadkowe miejsce jest dosłownie na wyciągniecie ręki, a to z tego powodu , iż o jego położeniu nie informuje żadna tabliczka. Sprawy nie ułatwia również fakt , że miejsce to porośnięte jest dużą ilością borówki, traw i małych drzew, które skutecznie uniemożliwiają dojrzenie kopców nawet z bezpośredniej odległości.

















Wszystkich zainteresowanych większą ilością szczegółów odsyłam do cyt. pracy , natomiast moją uwagę zwróciły dwa fakty. 
Jak wynika z cyt. artykułu główną kategorię (kopców kamiennych przyp.aut) reprezentuje odmiana z podstawą w kształcie kamiennej "płyty" czworobocznej,  na której pomieszczony jest stos średniej wielkości głazów. Nie sposób uciec zatem od skojarzenia , że nazwa 'Stołów' może nawiązywać do opisywanych kopców, gdyż ułożone zostały na kamiennych "płytach", które w pewnym sensie stanowić mogą również "stoły".   
Kolejną ciekawostką jest sposób rozmieszczenia kopców w przestrzeni. Jak piszą autorzy artykułu "istnieje możliwość dokonania zespolenia poszczególnych elementów zbiorowiska w układ przypominający spiralę. Jej punktem wyjściowym byłby kopiec półksiężycowaty, a biegunem ostatni obiekt w zachodniej części ugrupowania".
Żeby zrozumieć,  co konkretnie autorzy mieli na myśli musimy skorzystać z ilustracji zamieszczonej w cyt. artykule.


 
Z pozoru owa "spirala" stanowi bezładną grupę punktów, jednakże po dokładniejszym przyjrzeniu się tej ilustracji stwierdziłem , że  'układ ' ten wydał mi się znajomy, gdyż przypomina ryty na kości z Blanchard. Istnieje zatem możliwość, iż układ kopców tworzący spiralę  został przez jego twórców starannie przemyślany i stanowić może swego rodzaju kalendarz księżycowy. Żeby zrozumieć sens tej teorii polecam zapoznanie się z fragmentem filmu "Prehistoric Astronomers" dot. tzw. kości z Blanchard . Według interpretacji dr. Chantal Jègues-Wolkiewiez, kość ta stanowi kalendarz księżycowy, który wykonany został dzięki obserwacji ruchu księżyca z miejsca znajdującego się  dokładnie  przed jaskinią Blanchard. Na stronie  Chantal Jègues-Wolkiewiez możemy przyjrzeć się zdjęciom samej kości oraz prowadzonej przez dr. Chantal Jègues-Wolkiewiez dokumentacji http://www.archeociel.com/crbst_41.html
Możemy teraz porównać wzór z kości z rozmieszczeniem zaprezentowanym przez P.Foltyn, dokonując jednak obrotu rysunku o 180 stopni.

Nietrudno zauważyć pewne podobieństwo rozmieszczenia punktów tworzących oba układy i dlatego też z tą sprawą zwróciłem się bezpośrednio do P. Chantal Jègues-Wolkiewiez. Za jej zgodą poniżej zamieszczam otrzymaną odpowiedź
"Effectivement cette figure est très intéressante. Il est nécessaire pour pouvoir l'interpréter de savoir où elle a été découverte afin de connaitre  le paysage alentour. Si c'est une représentation de la course lunaire, il faut savoir quelle est la partie du ciel qui est visible là où la figure a  été gravée. Il faut également savoir de quelle époque date cet pierre. Je fais justement en ce moment la promotion de mon livre sur le calendrier de Sergeac que vous avez sans doute vu sur mon site. Si vous le commandez, vous y découvrirez sans doute quelques clefs pour avancer dans votre recherche.".   
Ponieważ sam nie władam jęz. francuskim (korzystam w tym zakresie z okazjonalnej pomocy znajomych) treść książki dr. Chantal Jègues-Wolkiewiez  pozostaje niestety na chwilę obecną dla mnie  niedostępna. Nie znam się też na astronomii na tyle, by móc powtórzyć  proces podobny do tego jaki przeprowadziła dr. Chantal Jègues-Wolkiewiez. Postanowiłem zatem dokonać małej symulacji i nałożyłem sieć kopców z powyższej ilustracji na podziałkę kątową. 


We własnym zakresie porównałem tak uzyskane rozmieszczenie z azymutami wschodu i zachodu księżyca, lecz wyniki nie były jednoznaczne. O ile pierwsza grupa kopców z zakresu 50 - 130 stopni mniej więcej odpowiadała pełniom księżyca w kolejnych miesiącach, to niestety kolejne grupy kopców nie wykazywały (przynajmniej w mojej ocenie) takiej prawidłowości. Może wynikało to z konieczności uwzględnienia pobliskiego szczytu Trzech Kopców, który być może przesłaniał widok na wschód, co w konsekwencji spowodowało przesunięcie kątowe kolejnej grupy kopców, a być może moja próba dojścia do rozwiązania zagadki opierała się na niewłaściwych założeniach wyjściowych. Z tego też powodu  nie publikuję moich obliczeń , lecz mam nadzieję , iż kiedyś jeszcze powrócę do tego tematu.

sobota, 17 stycznia 2015

Krajobraz cz.4 -wiatr

Wstęp

Publikując poprzednie wpisy Krajobraz cz.2  i  Krajobraz cz.3 - Brama Boga, nie przypuszczałem, że powstanie okazja ich kontynuacji. Tymczasem na blogu https://bialczynski.wordpress.com/białczyński ukazał się wpis autora polecający oba moje wpisy, a sam autor zamieścił też swój komentarz do Bramy Boga:
"bialczynski said, on 15 Styczeń 2015 at 18:42
Góra – hora to odwrotność rogu, rohu. róg, roh, rah – gor(a), hor(a), har(a). To nieprawda że u Słowian Deus = Diabeł, to bardzo późna konotacja chrześcijańska która poszła od boga Dyja – Dyj-Bełty lub Dyj-wołchy to duchy wiatru znane w całej Słowiańszczyźnie od Bałkanów przez Polskę po najdalsza Ruś i Syberię. A więc są to dawne bóstwa upodlone przez chrześcijaństwo, sprowadzone do roli demonów jak większość małych bóstw pomocniczych zakorzenionych w kulturze domowej Słowian. Ich nie dało się wykorzenić można je było próbować tylko zdemonizować. I to czyniono. Postacią biblijną jest Szatan albo Lucyfer a nie Diabeł – to postać ludowa zdemonizowana przez kościół. Dziewanna – to bóstwo wcale niedemoniczne, Dziw – jej partner to Krasz-Kryszna = Kupała. To w nawiązaniu do artykułu Gora-Dół Armageddon. Dyablak to miejsce gdzie wieje wiatr mocny, górski, siodło poniżej szczytu. Ale oczywiście rzecz polega na tym, że takie ważne z punktu widzenia filozoficzno-religijnego miejsca, punkty, idee, nazwy, miana, mają wiele znaczeń a nie jedno, i wiele odniesień a nie jedno.
Bab Ili – a czy nie jest ciekawe „przypadkowe” nawiązanie w tym wypadku do słynnego Ileli, Leli, Lelij, albo Ilja zwany przez chrześcijan Eliaszem? A czy ten bóg Lelij- Lel nie jest tym który Stoi w Bramie na Sądzie przy Moście Czynwątu i Czyni rachunek z życia zmarłego który przychodzi na Welę w postaci Duszy. Czy nie wskazuje on może właściwej Bramy do Nawi berłem z kości na spółkę z Sowim-Polelem??? „Ilij Lelli Ileli” to zaśpiew bułgarskich kobiet nad zmarłymi na stypach. To zaśpiew przytaczany przez naszych kronikatrzy jako nieprzyzwoity, do tanca i krzyków lubieżnych na Kupałę na Krasz, ale i na śmierć, do tryzny i bdyny. Na Odrodzenie Słońca zimowe także.
A co z „Elli, Elli lama sabachthani”. A jeśli odczytać to: „Elli, Ellil ama sabach tcha ni” ma wtedy zupełnie inne znaczenie: „ama” = om, OUM, UM – umysł. „tcha” = dech, tch, tchnienie – dusza (znane z Celtyckiego także wziętego od Słowian „Sid-Thu” – siodło ducha, osiadłość tchu). Wreszcie „sabach” – sześć – sabat i Saturn, saturnalia, święte, życie, 6, heksa.
Anioł w trąbie powietrznej wciąż kieruje Burzą – to znane słowa odnoszące się do dyj-wołchów, formatujących heksagon rodzący życie-tch, um (wibracja) i światło.".
To obszerne i holistyczne podejście do tematu sprawiło, że postanowiłem nawiązać do pierwszej części tego komentarza.

Wiatr  

Moje rozważania dot. Babiej Góry koncentrowały się na poszukiwaniu odpowiedzi skąd pojawiła się swoista para nazw Babia-Diablak. Do tej pory pokusiłem się o zaprezentowanie dwóch możliwych wyjaśnień. Jednakże komentarz P.Cz.Białczyńskiego wprowadził teraz trzeci element - wiatr "(...)Dyj-Bełty lub Dyj-wołchy to duchy wiatru znane w całej Słowiańszczyźnie od Bałkanów przez Polskę po najdalsza Ruś i Syberię. A więc są to dawne bóstwa upodlone przez chrześcijaństwo, sprowadzone do roli demonów jak większość małych bóstw pomocniczych zakorzenionych w kulturze domowej Słowian. Ich nie dało się wykorzenić można je było próbować tylko zdemonizować. I to czyniono. Postacią biblijną jest Szatan albo Lucyfer a nie Diabeł – to postać ludowa zdemonizowana przez kościół. Dziewanna – to bóstwo wcale niedemoniczne, Dziw – jej partner to Krasz-Kryszna = Kupała. (...). Dyablak to miejsce gdzie wieje wiatr mocny, górski, siodło poniżej szczytu.(...)Diasbeł – (...) to Wir Wiatru – Dyj-bełt, siłą fizyczna, postać mitologii poganskiej".
Spróbujmy zatem zastanowić się czym jest wiatr w górach , a dzisiejszy dzień doskonale nadaje się do tego opisu. Jest 17 stycznia , a za oknem mam +11 C i porwisty wiatr - halny. Żeby zrozumieć fenomen tego zjawiska wystarczy popatrzeć na  prezentację, która ilustruje proces jego powstawania. Niestety, nie zawiera ona jednego elementu, a mianowicie zmian  ciśnienia atmosferycznego. Wszystkie te elementy razem powodują, że chyba nie ma osoby, która poddana wpływowi tego zjawiska, nie odczuwałaby jego wpływu na swoją psychikę. Mieszkańcom nizin trudno zrozumieć, że wywołuje ono trudności ze snem i koncentracją, bóle głowy, rozdrażnienie, czy uczucie niepokoju. To wszystko musiało zatem znaleźć swoje odbicie w sposobie w jaki mieszkańcy gór starali się opisać otaczającą ich rzeczywistość. Trochę z tego opisu znajdziemy w artykule Czary góralskie
Ten trop trochę okrężną drogą naprowadził mnie w końcu na rozwinięcie tematu związanego z pojęciem "Devin skok" , o którym pisałem już - trochę na wyczucie- w pierwszym wpisie.  Otóż natrafiłem na książkę "Folkloristièni portreti iz 20. stoletja.: Do konstituiranja slovenske slovstvene folkloristike" której autorką jest Marija Stanonik. Chociaż lubię podejmować  próby czytania tekstów w słowiańskich jęz. narodowych z uwagi na ich bogaty zasób słownictwa, co jest fantastyczną rzeczą i poszerza naszą wspólną słowiańską tożsamość, jednak nie zawsze próby te kończą się pełnym sukcesem. Nie wiem dlaczego, ale sporą trudność sprawia mi jęz. słoweński, dlatego też wklejam fragment tego tekstu , a poniżej próbę jego tłumaczenia.


Z poniższego tekstu wynika (chyba) , że pojęcie "devin skok" w ludowej tradycji odnosi się do sytuacji, w której panna chcąc uniknąć zalotów niechcianego kawalera  wybiera skok w głębinę (tak jak czyni to w naszej legendzie Wanda). Istnieje jednak drugie wytłumaczenie tego samego pojęcia , jednakże odnosi się ono do sfery mitu Słowian. Ten przekaz opowiada mit, w którym demon zimy (wiatru) uprowadza dziewczynę -wiosnę (Deva -Vesna), którą przetrzymuje następnie w swoi zamku. Wkrótce przybywa jednak słoneczny wojownik, który (w jakiś sposób , którego niestety nie mogę przetłumaczyć) uwalnia dziewczynę -wiosnę.
Mamy tu zatem trzech aktorów:
Deva- Wiosna
Słoneczny wojownik- Kresnik lub czasami lub Svętovid
Demon - Czart- pół człowiek pół kozioł.
Tym sposobem wracamy do zagadnień poruszonych w komentarzu Cz.Białczyńskiego. Diablak (Czart), pół człowiek pół kozioł , demon zimy lub wiatru. Ta propozycja zgadza się z ogólnym opisem Babiej Góry jako miejsca wietrznego. Czy jednak zgadza się to z opisem w sferze mitu, czy wiatr może porwać wiosnę? Według mnie tak. Silne wiatry typu fen, takie jak nasz Halny pojawiają się w górach w okresie jesiennym i zwykle zapowiadają nadejście okresu jesienno -zimowego. Zdarzają się też zimą , przynosząc nagłe ocieplenia (tak jak to ma miejsce dzisiaj), ustępują jednak wraz z nadejściem wiosny. Proces ten ma związek z cyklicznym przemieszczaniem się mas powietrza w poszczególnych porach roku. Nic więc dziwnego,że Czart (wiatr) w sferze mitu odpowiada za zniknięcie wiosny (okresu wegetacji) i pojawienie się zimy. Wiosnę uwalnia dopiero Kresnik wraz z nadejściem pory wiosenno-letniej.

Na koniec wróćmy jeszcze do Diablaka. Jeżeli czytaliście mój poprzedni wpis Krajobraz cz.2  przypomnicie sobie tą postać:

"(...) Przylecioł pon Dieboł, co mo carnom skóre.
Na tyj cornyj skórze mo kudły cerwone
na głowie dwa rózki, tam ka trza ogonek.
Jednom nózkę kurzom, a drugie kopytko
Coz wom bedem godać – poćwiara zeń brzydko.".

Na marginesie w tym samym utworze znajduje się jeszcze jeden ciekawy fragment:

"Zyje w Babiej Górze od wiek wieków sama
ceko i spoziyro, ka piekielno brama..." 

Być może ta 'piekielna brama' jest zachowanym w ludowej tradycji dalekim echem  'Bab ili' -bramy bogów.