Translate

poniedziałek, 25 maja 2015

Zagadka Stołowa

W piątek z Francji dotarła do mnie książka Chantal Jègues-Wolkiewiez. Być może jest to jedyny egzemplarz tej książki w Polsce. Miłą niespodzianką ze strony autorki było zamieszczenie w książce osobistej dedykacji.


Skłoniło mnie to do powrotu do zagadki związanej z kopcami znajdującymi się na Stołowie. W poprzednim wpisie poświęcony temu zagadnieniu w oparciu o artykuł E. i E. Foltyn oraz przypadek tzw. kości z Blanchard, która według interpretacji dr Chantal Jègues-Wolkiewiez stanowić ma kalendarz księżycowy wykonany na podstawie  obserwacji ruchu księżyca z miejsca znajdującego się  dokładnie  przed jaskinią Blanchard, wskazałem na możliwość takiej właśnie interpretacji układu kopców. Trudność jej dowiedzeniu wiąże się nie tylko z koniecznością znajomości reguł rządzących ruchem ciał niebieskich, jaką posiadał choćby Alexander Thom , lecz również dokładnością pomiarów in situ. Nie ulega wątpliwości, że  badania  jakie przeprowadzili E. i E. Foltyn w dzisiejszych czasach wsparte zostałyby dokładnymi pomiarami GPS wszystkich zarejestrowanych w trakcie obiektów, co umożliwiłoby precyzyjne zlokalizowanie ich w przestrzeni. Z uwagi na brak takich właśnie dokładnych danych wszystkie rozważania sprowadzać się muszą zatem jedynie do ogólnych rozważań.
Zarysowana przez E. i E. Foltyn koncepcja spiralnego układu kopców uzupełniona teorią związaną z kością z Blanchard może być punktem wyjścia do dalszych rozważań. Jeżeli bowiem przyjmiemy założenie, że obieg Słońca zawierający się pomiędzy punktami przesileń lub też punktem równonocy stanowi kalendarz roczny, można założyć, że jego doprecyzowanie stanowić może kalendarz lunarny , odmierzany cyklami 30 dniowymi (Calendar) . 
Wydaje się, że opierając się na schemacie przedstawionym przez P.Foltyn, poza koncepcją spiralnego układu kopców , możliwe jest wywiedzenie również innych propozycji ich ułożenia. Gdy przyjrzymy się ogólnej ich zbiorowości zauważymy, że istnieje możliwość wyodrębnienia jeszcze innych układów, choćby w oparciu o wielkość poszczególnych kopców. 

Istnieje bowiem możliwość wydzielenia dwóch zbiorów składających się z : A - koców małych, B - kopców dużych. Zbiór A zdaje się tworzyć układ punktów okrążających znajdujący się jego wnętrzu sierpowaty kopiec, przy czym na linii północ-południe i na wschód od tego kopca tworzy dość wyraźnie zarysowanej linię o  dł. ok 40 m, a na północ i południe od niego zaznacza go jedynie kilka kopców. 
Wydaję się więc, że małe kopce mogły stanowić coś w rodzaju obramowania wokół sierpowatego kopca, które to obramowanie albo nie zostało ukończone albo nie zachowało się w całości do czasów nam obecnych. Jeżeli przyjmiemy takie założenie, to być może z uwagi wydzielenie tej przestrzeni mamy do czynienia z funkcją sanktuaryjną tego miejsca, o czym w swoim artykule (w kontekście możliwości interpretacyjnych) wspomnieli P. Foltyn. 
Równie ciekawszy jest zbiór B. 
 Poszczególne grupy kopców zbioru B mogą bowiem tworzyć układy "namierników" składające się z dwóch kopców każdy.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa wskazać można, że dwa takie układy mogą wskazywać na punty wschodu i zachodu słońca w dniu zimowego przesilenia (odpowiednio kąty 130 i 220 stopni). Możliwe jest również wskazanie układów, które wskazują na minima i maksyma azymutu położenia księżyca, co wiąże się ze specyfiką  jego orbity (odpowiednio katy 45 i 61 oraz 119 stopni).
Inną możliwą koniunkcję elementów zbiorów A i B pokazuje poniższa ilustracja;
 Jeżeli przyjmiemy za oś obrotu kopiec znajdujący się w centrum układu (tak jak pokazano to na ilustracji) to okaże się, że istnieje możliwość połączenia linią prostą poszczególnych kopców w pary np. A1 i A2 , C1 i C2 itd. Choć sens (jeśli takowy istnieje) powyższej prawidłowość pozostaje zagadką, nie budzi wątpliwości , że realnie ona istnieje. Pytaniem pozostaje, czy takie właśnie rozmieszczenie kopców to przypadek czy zamierzone działanie. 
Możliwe również, że układ kopców stanowić może odzwierciedlenie zjawisk astronomicznych, ale odwołujący się  do większej grupy punktów na niebie lub konkretnych zjawisk astronomicznych, tak jak ukazano to na tej ilustracji. I tak "spirala" mogłaby zatem stanowić odzwierciedlenie "Obracającego się nieba" (Rotating Sky) - ilustracja nr 1, natomiast zbiór A mógłby odpowiadać kategorii Koniunkcje (Conjunction) - ilustracja nr 10.
Póki co Stołów nadal skrywa swoje tajemnice.

niedziela, 3 maja 2015

Megalit z Kuźni ? cz .1

i nie chodzi tu formę sztuki nowoczesnej. Ta historia, choć w opisie nieco podobna do innych do tej pory tu przedstawionych, jest w istocie całkiem do nich niepodobna, gdyż miejsca do tej pory opisywane, takie jak  np. Skała Czarownic, w pewnym sensie same w sobie stanowiły jakiś punkt zaczepienia. Jednakże w tym przypadku historia wzięła się prawie z niczego. I choć mógłbym wkleić same zdjęcia, a jako opis postawić wykrzyknik, to jednak sprawa jest na tyle ciekawa ,że wymaga nieco dłuższego opisu i kilku skoków w "sieć". Wszystko zaczęło się od przeglądania wyników wyszukiwani dla hasła , którego już dzisiaj nie pamiętam. Moją uwagę przykuło zdjęcie dosyć dziwnego kamienia, którego opis brzmiał "trollowe stoły". Choć zdjęcie nie oddawało zbyt wielu szczegółów , to jednak sam widok ogólny i nazwa były intrygujące. W tym miejscu czas na małą dygresję. W przypadku miejsc takich jak to, wcześniej czy później pojawić się musi pytanie, czy dany obiekt powstał intencjonalnie czy też w sposób naturalny. Najczęściej zagadka związana z takim miejscem dotyczy właśnie odpowiedzi na tak zadane pytanie, przy czym dowiedzenie intencjonalności może otwierać już szerokie pole do interpretacji. Wracając do głównego tematu. Zdjęcie było mało czytelne, natomiast z opisu wynikało , że ów kamień znajduje się gdzieś na terenie bliżej mi wtedy nie znanego "Rezerwatu Kuźnie". Dzisiaj z perspektywy czasu wiem już, że w momencie, gdy zetknąłem się z nazwą "Kuźnie", mogłem spodziewać się ciekawych rzeczy, ale o tym później coś ciekawego napiszę. Zacząłem więc przeczesywać sieć zawężając już jednak zakres swoich poszukiwań. Niestety wynik był mizerny. Tylko przypadek sprawił , że przypomniałem sobie, że przecież niedawno przeglądałem stronę zuziawdrodze, a na niej była również seria odniesień do wychodni skalnych . Pamięć mnie nie myliła i pod hasłem "Kuźnie" natrafiłem na kolejne ciekawe zdjęcie . Tym razem dojrzeć można już było nieco więcej szczegółów, co wystarczyło do podjęcia decyzji, by owe "trollowe stoły" obejrzeć w naturze. Problemem jak zwykle okazała się dosyć zmienna ostatnio pogoda, ale ostatecznie w końcu w zeszłą niedzielę zdecydowałem się na wyjście. Dzięki informacjom od autora strony zuziawdrodze wiedziałem już też jak dotrzeć do rezerwatu i ile to mniej więcej zajmie czasu. Po minięciu Ostrego dotarłem w pobliże Murońki, na zboczach której znajduje się rezerwat. 
 przejście z Hali Ostre  pod Murońkę.
W miejscu gdzie widnieje tablica informacyjna należy odbić lekko w lewo (na południe).

Po niespełna 25 metrach dojdziemy do kolejnej tablicy , tym razem informującej nas , że przed sobą mamy już rezerwat 
Po zapoznaniu się z informacjami z tej tablicy, za nią natraficie na kolejną tablicę z równie istotnymi informacjami

(praktyczna uwaga z mojej strony - informacje jakie widać na żółtej części tablicy są istotne. Jeśli nie masz wpisanego w telefonie nr GOPR, odżałuj te kilka chwil (skały nie uciekną) i dodaj go do listy kontaktów (na wszelki wypadek). Przyda się również obuwie dobrze trzymające kostkę. Jeśli są z Tobą małe dzieci i nie musisz ich koniecznie ciągnąć ze sobą, zostaw je w tym miejscu pod opieką innej osoby dorosłej. Teren miejscami jest naprawdę ciężki (o czym rzetelnie informuje tablica), a dodatkowo jeszcze nachylenie stoku powoduje , że na podszycie łatwo o uślizg stopy  i niekontrolowany upadek. Ponadto, gdy popada deszcz skały robią się naprawdę śliskie, więc naprawdę trzeba uważać)
Od chwili, gdy minąłem obie tablice zaczęło się moje poszukiwanie "trollowych stołów". Z obejrzanych wcześniej zdjęć wynikało, że znajdują się gdzieś poniżej kulminacji szczytu, tak więc zrobiłem lekki trawers zbocza. Po jakiejś chwili kątem oka dostrzegłem cel wyprawy. 


Wystarczył mi jeden rzut oka i wiedziałem już, że miejsce jest wyjątkowe. 'Trollowe stoły' choć najbardziej faktycznie widowiskowe, nie przykuły jednak mojej uwagi tak, jak skała, którą widać na środkowym planie zdjęcia. Muszę przyznać, że napawanie się całym tym widokiem zajęło mi dobrą chwilę. Słońce akurat schowało się za chmurami, więc nie mogłem od ręki określić kierunku, według którego usytuowana była skała, jednak wewnętrznie byłem przekonany, że kompas tylko potwierdzi moje przypuszczenia. Ostrożnie zszedłem więc na 'platformę', na której usytuowana są obiekty.

Widok już z poziomu 'platformy'  sprawił, iż poczułem, że mogę mieć rację. 
 Przyszedł więc czas na chwilę prawdy i pomiary azymutu skał przy pomocy kompasu;
Tak jak przypuszczałem kompas potwierdził , że kierunek wyznaczony przez skałę odpowiada miejscu , w którym o poranku w dniu zimowego przesilenia ukazałoby się Słońce. To oczywiście wymaga jeszcze sprawdzenia, czy tak istotnie stanie się w rzeczywistości, jednak z  dużą dozą prawdopodobieństwa można już dziś założyć, że tak właśnie będzie. Zagadką pozostaje dokładne miejsce, w którym ukaże się Słońce. Może się okazać, że będzie to miejsce pokazane na poniższej symulacji, czyli dokładnie we wcięciu utworzonym przez przełęcz między wzniesieniami rysującymi się na horyzoncie.
Równie ciekawa jest skała nr 1 (to skała na zdjęciu, na której widać położony kompas), którą z uwagi na wprowadzoną "tradycję" nazewnictwa nazwałem 'lustrem trolli'. Znajduje się ona dokładnie na osi wyznaczonej przez miejsce wschodu Słońca i "słoneczny namiernik" czyli skałę nr 2 (przez który przechodzi linia azymutu), którą z uwagi na kształt nazwałem 'sarkofagiem trolli' ;-) .

Otóż możemy tu mieć do czynienia z celowym, czyli intencjonalnym umieszczeniem tych dwóch skał w taki właśnie sposób. Po pierwsze 'sarkofag trolli' może w dniu zimowego przesilenia rzucać cień na na 'lustro trolli'. Jest ciekawa hipoteza, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę,  że dzień zimowego przesilenia wyznacza maksymalny azymut punktu wschodu Słońca na horyzoncie , czyli około 128 stopni (dla miejsca położenia obiektu). 




W praktyce oznacza to , że cień jaki (prawdopodobnie) rzuca  kamień nr 2 (sarkofag trolli) na kamień nr 1 (lustro trolli) po tym dniu już nie przesuwa się bardziej w prawo, a więc jest to rzecz łatwa do zauważenia przy codziennej obserwacji. Możliwe też, że w dniu tym cień kamienia nr 2 całkowicie zakrywa kamień nr 1 (podobnie jak przy zaćmieniu Słońca).   Jest też druga z możliwych funkcji kamienia nr 1,  to zaznaczenie miejsca, w którym powinniśmy przysiąść, by jak w obserwatorium obserwować, dzień po dniu kolejne wschody Słońca, by w końcu doczekać momentu, gdy ukaże się ono dokładnie na linii wyznaczonej przez oś podłużną kamienia nr 2 czyli 'sarkofag trolli'. W końcu możemy mieć też do czynienia z kombinacją obu możliwości.
Sam 'stół trolli' też może skrywać ciekawą zagadkę.Jak widać na zdjęciu poniżej, przykrywa on od góry korytarzyk prowadzący do znajdującej się pod nim małej 'kamiennej ambony'.

 zdj. nr 1 widok ogólny na 'stół trolli'

zdj. 2 widok na wypełniony rumoszem 'komin'

zdj. nr 3 pomieszczenie 'ambony' z wewnątrz

i z zewnątrz.

(korzystając z okazji dokonałem również sprawdzenia azymutu z wnętrza 'ambony' w  kierunku południowym.)

Również w tym przypadku możemy mieć do czynienia z ciekawymi efektami , gdyż o poranku w dniu zimowego przesilenia Słońce stojące nisko nad horyzontem może wpuszczać niemal poziomo promienie do korytarzyka przykrytego przez 'stół trolli' 
Przy czym w tym przypadku chodzić może o to, by promienie słoneczne równomiernie oświetliły cały bieg 'korytarzyka'.
Oczywiście każdemu czytającemu ten tekst nasunie się pytanie , czy autor tym razem przypadkiem nie przegina :-) . Zapewniam , że nie. Starałem się wykazać teoretycznie, że takie zależności mogą wystąpić i każdy choćby przy pomocy kartki papieru i ołówka sam może to sprawdzić. Po drugie podobne lub nawet bardziej złożone obiekty istnieją i  funkcjonują w oparciu o zasady podobne do opisanych w tym tekście. I tym właśnie zagadnieniom poświęcony będzie kolejna część tego wpisu, a teraz jeszcze kilka fotek z drogi powrotnej: