Translate

sobota, 18 lipca 2015

Smoczy Most

Nastał czas wakacji , więc również temat będzie nieco wakacyjny, co wcale nie oznacza , że nie będziemy poruszać się na pograniczu faktu i mitu.
Zapraszam na małą wycieczkę po Słowenii.
1.Smoczy Most
Jedną z atrakcji Ljubljany jest Zmajski most (Smoczy Most)


 
Dla każdego chyba Polaka postać smoka z Ljubljany wyda się znajoma, szczególnie jeśli występuje nad rzeką w pobliżu wzgórza zamkowego. Wypisz wymaluj Smok Wawelski






Zobaczmy , co na temat jednego z symboli swojej stolicy piszą sami Słoweńcy:
http://www.ljubljana.si/en/about-ljubljana/images-of-ljubljana/

"The Ljubljana dragon may have its origins in the legend of Jason and the Argonauts. Once upon a time, Greek hero Jason and his Argonaut comrades stole a golden fleece, the coat of a golden ram, from the King of Colchis on the Black Sea. On board the Argo they fled their pursuers and found themselves at the mouth of the River Danube instead of going south towards the Aegean Sea and their Greek homeland. There was no way back, so they went on, up the Danube and then along the River Ljubljanica. They had to stop at the source of the Ljubljanica and overwintered here. They then took the Argo apart and in the spring carried it on their shoulders to the Adriatic coast, where they put it back together again and went on their way. According to the legend, on their arrival between what is now Vrhnika and Ljubljana, the Argonauts came across a large lake with a marsh alongside. Here lived a terrible marsh dragon that Jason killed after a heroic struggle. The monster would have been the Ljubljana dragon. It is said that Jason should have been the first real Ljubljana citizen.".
Jest też inna teoria , co do pochodzenia smoka :
"There are two more realistic versions of the dragon story. According to the first, it was taken from St George, the patron saint of the castle chapel. On frescoes and statues George is often seen standing or riding while killing the dragon with a spear. The dragon in the legends of St George represents the ancient ancestral beliefs that the new Semitic religion – Christianity – defeated. Castle Hill was in ancient times a sacred place, where the bearers of a culture of cremation funerals had a stronghold and worshipped their god. When in the Middle Ages the foundations of today’s castle were put down, they also wanted to symbolically overcome the ancient beliefs, so they also dedicated the castle chapel to St George. ".


Dla nas dużo bardziej interesująca jest wersja ukazana jako alternatywna, choć jej pierwszeństwo wydaje się dużo bardziej prawdopodobne, o czym już wspominałem we wcześniejszych wpisach.
"Alternatively, in Slavic mythology the dragon represents the god Veles, opponent of the supreme thunder god Perun, the highest of the Slavic gods. In the Slavic religion, Perun was usually worshipped on a hill; Veles lower down, usually near a market place.". 
Scena walki św.Jerzego ze smokiem stanowi jedną z scen malarskich również w kościele św.Stanisława w Starym Bielsku
 
2. Jezioro Bled

Widoki jeziora Bled są chyba jedną z najczęściej powielanych atrakcji turystycznych Słowenii , dzieje się tak nie bez powodu, gdyż faktycznie miejsce jest niezwykle urokliwe.

Z miejscem tym wiąże się jednak jeszcze inna ciekawa historia. Widok ten stał się inspiracją dla Franceta Prešerna do napisania utworu "Chrzest nad Sawicą" . W tekście znaleźć możemy ciekawy fragment:


"Tam, na te wyspę omytą fal wodą,
gdzie dziś pielgrzymki czczą Panną Maryję,
z tłem w głębi śnieżnych gór, co w niebo wiodą
nad krajem, który czarów swych nie kryje,
z lewa się wznosi zrąb Bledzkiego grodu,
a z prawa wzgórek za wzgórkiem wije.
Dziedzina krańska najpiękniejsza w kraju
jest z pewnych względów podobna do raju.
Tam w Czartomira czasach na tej wyspie
stał posąg Żywii od pospólstwa czczony,
chłopcy pokłony bili przed nim niskie,
korowód dziewcząt czci jej poświęcony
składał uśmiechy swe i łzy swe wszystkie,
oręż jedyny swój niezwyciężony.".

Być może pamiątką po opisanych przez poetę odległych czasach  jest barokowy posąg Marii Magdaleny znajdujący się na wyspie.


Mnie widoki znad jez.Bled skojarzyły się jeszcze z innym utworem , a mianowicie Starą Baśnią


"Niewiele naówczas takich chramów i świątyń liczono na ziemiach słowiańskich.U Ranów na ostrowiu²⁹⁷ stał chram Światowida²⁹⁸, u Redarów²⁹⁹ drugi, u Serbów nad Łabą Trygłowa³⁰⁰ trzeci, w Stargrodzie w gaju czczono Prowego ³⁰¹. Ciągnęły do nich nawielkie świątki i dnieuroczyste różne plemiona z dalekich stron, schodzili się ludzie jednego słowa, choć różnej nieco mowy, i u świątyń tych radzili i porozumiewali, co ku obronie od wspólnych wrogów przedsiębrać mieli.

Na ostrowiu Lednicy stał taki chram Nii, do którego szła właśnie Dziwa, schronić się od pomsty i poświęcić resztę życia pilnowaniu ognia świętego.

Trzeciego dnia pokazało się jezioro szeroko rozlane, świecące, jasne, a podróżni powitali je pokłonem, bo i ono,jak ostrów, święte było.

 

Ostrów też zdala się dostrzec dawał, naówczas gęstym gajem i zaroślami okryty. Zakrywały one chram oczom i zdawały się całą wyspę okrywać. (...)



Przy nich do palów poprzywiązywane czółna kołysały się jak senne, poruszając z falami. Rybacy zamieszkali w tych budkach przewozili na ostrów pielgrzymów.(...)


Na ostrowiu cicho było, cicho...


 
Wśród gęstwiny łączka się otwarła zielona. Tu gromadkami siedzieli ludzie i pożywali z kobiałek,co kto miał z sobą,w milczeniu jakimś uroczystym. Widać było po sukniach,ich barwie i kroju, że ludzie tam byli z krajów różnych.Byli tam mową i odzieżą odmienni od siebie, a językiem pokrewni połabiańscy Serbowie,Wilcy i Redary, byli Dalemińcy,Ukrańce, Łuczanie, Dulebianie, Drewlanie z Drażdańskich lasów, Polanie tutejsi, Łużanie znad Warty i Odry, Bużanie od Buga, Chorbaci nawet i niezliczone naówczas plemiona, które się różnymi imionami zwały, z jednych rodów odszczepionych od pnia głównego pochodząc. Widok był zaprawdę piękny tych gromad,co się rozumiały, a przecie nie znały i dziwiły sobie, z których każda miała inną twarz i obyczaj odmienny,a wszystkie czuły się do³⁰² wspólnej prastarej matki.".

Dziś na przystani spotkać można ludzi z całego świata, a między nimi oczywiście są również Słowianie. Generalnie stwierdzić muszę, że takiej różnorodności narodów i języków słowiańskich, jakiej miałem okazję doświadczyć podczas pobytu w Słowenii, jak dotąd chyba nie spotkałem .

3. Krkavški kamen
Jednym z punktów na mojej turystycznej  mapie Słowenii był też oczywiście Krkavški kamen. Dzisiaj na in situ oglądać możemy kopię tego sławnego kamienia (oryginał znajduje się w muzeum w mieście Koper).








Ponieważ akurat trafiłem na iście afrykańskie upały , a Słońce przygrzewało niemiłosiernie , nie mam najmniejszych wątpliwości , że na kamieniu ukazany został Światowid ze słoneczną koroną :-) .


Niestety z powodu jaskrawego światła słonecznego , druga strona kamienia znajdowała się w tak głębokim cieniu, że nawet doświetlenie lampą błyskową niewiele pomogło w wydobyciu ornamentu widocznego po drugiej stronie kamienia. Gdyby jednak kogoś ciekawiło co znajduje się z drugiej strony kamienia to mogę oczywiście mogę wstawić również zdjęcie tej drugiej strony.

Wszystkich tych , których interesuje Krkavški kamen odsyłam do artykułu Jana Puhar, Andrej Pleterski: Krkavški Kamen v ustnem izročilu in v sklopu obredne prostorske strukture.


Czasami warto również zboczyć z głównej drogi choćby po to, by rozejrzeć się wśród krajobrazu z dala od turystycznego gwaru , tym bardziej , że wszędzie jest naprawdę blisko. Jazda samochodem z Kopru do Krkavce zajmuje raptem 20 minut.


Wszystkich miłośników śródziemnomorskiej kuchni zainteresuje zapewne również informacja , że niedaleko od miejsca, w którym znajduje się Krkavški kamen, znajduje się również tłocznia oliwy, gdzie nabyć można oryginalny miejscowy produkt. Z miejsca gdzie stoi kamień (widocznego na zdjęciu powyżej) należy wrócić w stronę kościoła św.Michała ( na zdjęciu w głębi po lewej, tam gdzie w niebo wystrzeliły cyprysy) i na pierwszym napotkanym skrzyżowaniu należy skręcić w lewo a nastepnie dojechać do pierwszych zabudowań po prawej stronie. Litr tego daru natury kosztuje jedyne 11 eur, niestety w zeszłym roku zbiory nie były zbyt udane i dlatego kupiłem ostatnia butelkę jaką dysponowała miła gospodyni.


niedziela, 21 czerwca 2015

Źródło w Lesie św. Wita?

Tytułowe źródło znajduje się nieopodal Żywca, obecnie nad brzegiem sztucznego jez. Żywieckiego, powstałego na skutek spiętrzenia rzeki Soły. Niegdyś teren w pobliżu źródełka znajdował się  nieopodal Starego Żywca, a obok źródełka znajdowała się również kapliczka, którą wysadzono przy budowie zbiornika wodnego. 
Samo źródło znajduje się w Lesie św. Wita, no właśnie św. Wita, czy też Świętowida/Światowida. Czy poza samą 'zbieżnością' tych dwóch nazw istnieje jakaś przesłanka wskazująca na  możliwość, iż sam las i źródło mogło być poświęcone Światowidowi ?
Nie bez kozery tekst ten zamieszczam właśnie dzisiaj, 21 czerwca , a więc dniu letniego przesilenia, Sobótkę. Źródło położone jest bowiem w miejscu nieprzypadkowym, o czym można przekonać się, gdy spojrzymy na poniższą grafikę


Jak widzimy, w dniu tym Słońce oglądane właśnie spod źródła winno zajść dokładnie pośrodku "Bramy Wilkowickiej".  Czy tak jest w istocie zobaczyć możemy na sekwencji poniższych zdjęć









Z powodu wyjątkowo niestabilnej pogody zdjęcia wykonałem w chwili kiedy nadarzyła się ku temu  okazja, a więc w środę 17 czerwca, jednakże nie ma to większego wpływu na ogólny wygląd tego zjawiska. W dniu 21 czerwca Słońce zaszłoby bowiem nieco bardziej na prawo od miejsca widocznego na zdjęciu.
Takie wzajemne rozmieszczenie elementów widocznego układu , dwóch wzgórz i Słońca widzianego pomiędzy nimi ma bardzo długą historię oraz symbolikę solarną, o czym można przekonać się choćby w linkowanym tekście http://www.archaeometry.org/heliocene.html . Wskazywać to może, że ludowa tradycja związana ze Źródłem nie jest wcale przypadkowa, tak samo jak nazwa samego Lasu, która być może zmieniona została w czasach już chrześcijańskich. Samo natomiast zjawisko widoczne w dniu letniego przesilenia , ujawniać może również istnienie symboliki solarnej w skali megalitycznej.
Warto się również przyjrzeć ogólnej panoramie widocznej spod źródła


Na tak widzianej panoramie zaznaczyć można kilka charakterystycznych punktów
 
  1. Góra Żar
  2. Czarci Kamień
  3. Skała Czarownic
  4. Brama Wilkowicka
  5. Trzy Kopce
  6. Skrzyczne
  7. Murońka i "magalit" w Kuźniach
  8. Barania Góra
Widzimy zatem jak Kotlina Żywiecka obwiedziona jest miejscami, które można powiązać z kultem solarnym.
W pierwszej kolejności wskazać można, na pewne maxima pozornego ruchu Słońca jakie wyznacza zachód Słońca w dniu przesilenia letniego widziany na tle  Bramy Wilkowickiej (4) oraz zimowego , które widoczne będzie zapewne na tle Baraniej Góry (8) , przedzielonych zachodem Słońca w dniu równonocy widocznym na tle Skrzycznego (6). Widoczne jest również nagromadzenie miejsc powiązanych w jakiś sposób z Słońcem: Czarci Kamień, Skała Czarownic, Kuźnie czy też Góra Żar.
Istnieje jeszcze jeden aspekt, który w dobie Internetowej atomizacji społeczności lokalnych coraz bardziej zanika, otóż w Sobótkę na wielu z widzianych na tej panoramie szczytach rozbłysły by sobótkowe ogniska. Gdyby zatem komuś z czytelników udało się uwiecznić taki widok , to chętnie takie zdjęcie mogę załączyć jako ilustrację wpisu.

 

poniedziałek, 25 maja 2015

Zagadka Stołowa

W piątek z Francji dotarła do mnie książka Chantal Jègues-Wolkiewiez. Być może jest to jedyny egzemplarz tej książki w Polsce. Miłą niespodzianką ze strony autorki było zamieszczenie w książce osobistej dedykacji.


Skłoniło mnie to do powrotu do zagadki związanej z kopcami znajdującymi się na Stołowie. W poprzednim wpisie poświęcony temu zagadnieniu w oparciu o artykuł E. i E. Foltyn oraz przypadek tzw. kości z Blanchard, która według interpretacji dr Chantal Jègues-Wolkiewiez stanowić ma kalendarz księżycowy wykonany na podstawie  obserwacji ruchu księżyca z miejsca znajdującego się  dokładnie  przed jaskinią Blanchard, wskazałem na możliwość takiej właśnie interpretacji układu kopców. Trudność jej dowiedzeniu wiąże się nie tylko z koniecznością znajomości reguł rządzących ruchem ciał niebieskich, jaką posiadał choćby Alexander Thom , lecz również dokładnością pomiarów in situ. Nie ulega wątpliwości, że  badania  jakie przeprowadzili E. i E. Foltyn w dzisiejszych czasach wsparte zostałyby dokładnymi pomiarami GPS wszystkich zarejestrowanych w trakcie obiektów, co umożliwiłoby precyzyjne zlokalizowanie ich w przestrzeni. Z uwagi na brak takich właśnie dokładnych danych wszystkie rozważania sprowadzać się muszą zatem jedynie do ogólnych rozważań.
Zarysowana przez E. i E. Foltyn koncepcja spiralnego układu kopców uzupełniona teorią związaną z kością z Blanchard może być punktem wyjścia do dalszych rozważań. Jeżeli bowiem przyjmiemy założenie, że obieg Słońca zawierający się pomiędzy punktami przesileń lub też punktem równonocy stanowi kalendarz roczny, można założyć, że jego doprecyzowanie stanowić może kalendarz lunarny , odmierzany cyklami 30 dniowymi (Calendar) . 
Wydaje się, że opierając się na schemacie przedstawionym przez P.Foltyn, poza koncepcją spiralnego układu kopców , możliwe jest wywiedzenie również innych propozycji ich ułożenia. Gdy przyjrzymy się ogólnej ich zbiorowości zauważymy, że istnieje możliwość wyodrębnienia jeszcze innych układów, choćby w oparciu o wielkość poszczególnych kopców. 

Istnieje bowiem możliwość wydzielenia dwóch zbiorów składających się z : A - koców małych, B - kopców dużych. Zbiór A zdaje się tworzyć układ punktów okrążających znajdujący się jego wnętrzu sierpowaty kopiec, przy czym na linii północ-południe i na wschód od tego kopca tworzy dość wyraźnie zarysowanej linię o  dł. ok 40 m, a na północ i południe od niego zaznacza go jedynie kilka kopców. 
Wydaję się więc, że małe kopce mogły stanowić coś w rodzaju obramowania wokół sierpowatego kopca, które to obramowanie albo nie zostało ukończone albo nie zachowało się w całości do czasów nam obecnych. Jeżeli przyjmiemy takie założenie, to być może z uwagi wydzielenie tej przestrzeni mamy do czynienia z funkcją sanktuaryjną tego miejsca, o czym w swoim artykule (w kontekście możliwości interpretacyjnych) wspomnieli P. Foltyn. 
Równie ciekawszy jest zbiór B. 
 Poszczególne grupy kopców zbioru B mogą bowiem tworzyć układy "namierników" składające się z dwóch kopców każdy.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa wskazać można, że dwa takie układy mogą wskazywać na punty wschodu i zachodu słońca w dniu zimowego przesilenia (odpowiednio kąty 130 i 220 stopni). Możliwe jest również wskazanie układów, które wskazują na minima i maksyma azymutu położenia księżyca, co wiąże się ze specyfiką  jego orbity (odpowiednio katy 45 i 61 oraz 119 stopni).
Inną możliwą koniunkcję elementów zbiorów A i B pokazuje poniższa ilustracja;
 Jeżeli przyjmiemy za oś obrotu kopiec znajdujący się w centrum układu (tak jak pokazano to na ilustracji) to okaże się, że istnieje możliwość połączenia linią prostą poszczególnych kopców w pary np. A1 i A2 , C1 i C2 itd. Choć sens (jeśli takowy istnieje) powyższej prawidłowość pozostaje zagadką, nie budzi wątpliwości , że realnie ona istnieje. Pytaniem pozostaje, czy takie właśnie rozmieszczenie kopców to przypadek czy zamierzone działanie. 
Możliwe również, że układ kopców stanowić może odzwierciedlenie zjawisk astronomicznych, ale odwołujący się  do większej grupy punktów na niebie lub konkretnych zjawisk astronomicznych, tak jak ukazano to na tej ilustracji. I tak "spirala" mogłaby zatem stanowić odzwierciedlenie "Obracającego się nieba" (Rotating Sky) - ilustracja nr 1, natomiast zbiór A mógłby odpowiadać kategorii Koniunkcje (Conjunction) - ilustracja nr 10.
Póki co Stołów nadal skrywa swoje tajemnice.

niedziela, 3 maja 2015

Megalit z Kuźni ? cz .1

i nie chodzi tu formę sztuki nowoczesnej. Ta historia, choć w opisie nieco podobna do innych do tej pory tu przedstawionych, jest w istocie całkiem do nich niepodobna, gdyż miejsca do tej pory opisywane, takie jak  np. Skała Czarownic, w pewnym sensie same w sobie stanowiły jakiś punkt zaczepienia. Jednakże w tym przypadku historia wzięła się prawie z niczego. I choć mógłbym wkleić same zdjęcia, a jako opis postawić wykrzyknik, to jednak sprawa jest na tyle ciekawa ,że wymaga nieco dłuższego opisu i kilku skoków w "sieć". Wszystko zaczęło się od przeglądania wyników wyszukiwani dla hasła , którego już dzisiaj nie pamiętam. Moją uwagę przykuło zdjęcie dosyć dziwnego kamienia, którego opis brzmiał "trollowe stoły". Choć zdjęcie nie oddawało zbyt wielu szczegółów , to jednak sam widok ogólny i nazwa były intrygujące. W tym miejscu czas na małą dygresję. W przypadku miejsc takich jak to, wcześniej czy później pojawić się musi pytanie, czy dany obiekt powstał intencjonalnie czy też w sposób naturalny. Najczęściej zagadka związana z takim miejscem dotyczy właśnie odpowiedzi na tak zadane pytanie, przy czym dowiedzenie intencjonalności może otwierać już szerokie pole do interpretacji. Wracając do głównego tematu. Zdjęcie było mało czytelne, natomiast z opisu wynikało , że ów kamień znajduje się gdzieś na terenie bliżej mi wtedy nie znanego "Rezerwatu Kuźnie". Dzisiaj z perspektywy czasu wiem już, że w momencie, gdy zetknąłem się z nazwą "Kuźnie", mogłem spodziewać się ciekawych rzeczy, ale o tym później coś ciekawego napiszę. Zacząłem więc przeczesywać sieć zawężając już jednak zakres swoich poszukiwań. Niestety wynik był mizerny. Tylko przypadek sprawił , że przypomniałem sobie, że przecież niedawno przeglądałem stronę zuziawdrodze, a na niej była również seria odniesień do wychodni skalnych . Pamięć mnie nie myliła i pod hasłem "Kuźnie" natrafiłem na kolejne ciekawe zdjęcie . Tym razem dojrzeć można już było nieco więcej szczegółów, co wystarczyło do podjęcia decyzji, by owe "trollowe stoły" obejrzeć w naturze. Problemem jak zwykle okazała się dosyć zmienna ostatnio pogoda, ale ostatecznie w końcu w zeszłą niedzielę zdecydowałem się na wyjście. Dzięki informacjom od autora strony zuziawdrodze wiedziałem już też jak dotrzeć do rezerwatu i ile to mniej więcej zajmie czasu. Po minięciu Ostrego dotarłem w pobliże Murońki, na zboczach której znajduje się rezerwat. 
 przejście z Hali Ostre  pod Murońkę.
W miejscu gdzie widnieje tablica informacyjna należy odbić lekko w lewo (na południe).

Po niespełna 25 metrach dojdziemy do kolejnej tablicy , tym razem informującej nas , że przed sobą mamy już rezerwat 
Po zapoznaniu się z informacjami z tej tablicy, za nią natraficie na kolejną tablicę z równie istotnymi informacjami

(praktyczna uwaga z mojej strony - informacje jakie widać na żółtej części tablicy są istotne. Jeśli nie masz wpisanego w telefonie nr GOPR, odżałuj te kilka chwil (skały nie uciekną) i dodaj go do listy kontaktów (na wszelki wypadek). Przyda się również obuwie dobrze trzymające kostkę. Jeśli są z Tobą małe dzieci i nie musisz ich koniecznie ciągnąć ze sobą, zostaw je w tym miejscu pod opieką innej osoby dorosłej. Teren miejscami jest naprawdę ciężki (o czym rzetelnie informuje tablica), a dodatkowo jeszcze nachylenie stoku powoduje , że na podszycie łatwo o uślizg stopy  i niekontrolowany upadek. Ponadto, gdy popada deszcz skały robią się naprawdę śliskie, więc naprawdę trzeba uważać)
Od chwili, gdy minąłem obie tablice zaczęło się moje poszukiwanie "trollowych stołów". Z obejrzanych wcześniej zdjęć wynikało, że znajdują się gdzieś poniżej kulminacji szczytu, tak więc zrobiłem lekki trawers zbocza. Po jakiejś chwili kątem oka dostrzegłem cel wyprawy. 


Wystarczył mi jeden rzut oka i wiedziałem już, że miejsce jest wyjątkowe. 'Trollowe stoły' choć najbardziej faktycznie widowiskowe, nie przykuły jednak mojej uwagi tak, jak skała, którą widać na środkowym planie zdjęcia. Muszę przyznać, że napawanie się całym tym widokiem zajęło mi dobrą chwilę. Słońce akurat schowało się za chmurami, więc nie mogłem od ręki określić kierunku, według którego usytuowana była skała, jednak wewnętrznie byłem przekonany, że kompas tylko potwierdzi moje przypuszczenia. Ostrożnie zszedłem więc na 'platformę', na której usytuowana są obiekty.

Widok już z poziomu 'platformy'  sprawił, iż poczułem, że mogę mieć rację. 
 Przyszedł więc czas na chwilę prawdy i pomiary azymutu skał przy pomocy kompasu;
Tak jak przypuszczałem kompas potwierdził , że kierunek wyznaczony przez skałę odpowiada miejscu , w którym o poranku w dniu zimowego przesilenia ukazałoby się Słońce. To oczywiście wymaga jeszcze sprawdzenia, czy tak istotnie stanie się w rzeczywistości, jednak z  dużą dozą prawdopodobieństwa można już dziś założyć, że tak właśnie będzie. Zagadką pozostaje dokładne miejsce, w którym ukaże się Słońce. Może się okazać, że będzie to miejsce pokazane na poniższej symulacji, czyli dokładnie we wcięciu utworzonym przez przełęcz między wzniesieniami rysującymi się na horyzoncie.
Równie ciekawa jest skała nr 1 (to skała na zdjęciu, na której widać położony kompas), którą z uwagi na wprowadzoną "tradycję" nazewnictwa nazwałem 'lustrem trolli'. Znajduje się ona dokładnie na osi wyznaczonej przez miejsce wschodu Słońca i "słoneczny namiernik" czyli skałę nr 2 (przez który przechodzi linia azymutu), którą z uwagi na kształt nazwałem 'sarkofagiem trolli' ;-) .

Otóż możemy tu mieć do czynienia z celowym, czyli intencjonalnym umieszczeniem tych dwóch skał w taki właśnie sposób. Po pierwsze 'sarkofag trolli' może w dniu zimowego przesilenia rzucać cień na na 'lustro trolli'. Jest ciekawa hipoteza, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę,  że dzień zimowego przesilenia wyznacza maksymalny azymut punktu wschodu Słońca na horyzoncie , czyli około 128 stopni (dla miejsca położenia obiektu). 




W praktyce oznacza to , że cień jaki (prawdopodobnie) rzuca  kamień nr 2 (sarkofag trolli) na kamień nr 1 (lustro trolli) po tym dniu już nie przesuwa się bardziej w prawo, a więc jest to rzecz łatwa do zauważenia przy codziennej obserwacji. Możliwe też, że w dniu tym cień kamienia nr 2 całkowicie zakrywa kamień nr 1 (podobnie jak przy zaćmieniu Słońca).   Jest też druga z możliwych funkcji kamienia nr 1,  to zaznaczenie miejsca, w którym powinniśmy przysiąść, by jak w obserwatorium obserwować, dzień po dniu kolejne wschody Słońca, by w końcu doczekać momentu, gdy ukaże się ono dokładnie na linii wyznaczonej przez oś podłużną kamienia nr 2 czyli 'sarkofag trolli'. W końcu możemy mieć też do czynienia z kombinacją obu możliwości.
Sam 'stół trolli' też może skrywać ciekawą zagadkę.Jak widać na zdjęciu poniżej, przykrywa on od góry korytarzyk prowadzący do znajdującej się pod nim małej 'kamiennej ambony'.

 zdj. nr 1 widok ogólny na 'stół trolli'

zdj. 2 widok na wypełniony rumoszem 'komin'

zdj. nr 3 pomieszczenie 'ambony' z wewnątrz

i z zewnątrz.

(korzystając z okazji dokonałem również sprawdzenia azymutu z wnętrza 'ambony' w  kierunku południowym.)

Również w tym przypadku możemy mieć do czynienia z ciekawymi efektami , gdyż o poranku w dniu zimowego przesilenia Słońce stojące nisko nad horyzontem może wpuszczać niemal poziomo promienie do korytarzyka przykrytego przez 'stół trolli' 
Przy czym w tym przypadku chodzić może o to, by promienie słoneczne równomiernie oświetliły cały bieg 'korytarzyka'.
Oczywiście każdemu czytającemu ten tekst nasunie się pytanie , czy autor tym razem przypadkiem nie przegina :-) . Zapewniam , że nie. Starałem się wykazać teoretycznie, że takie zależności mogą wystąpić i każdy choćby przy pomocy kartki papieru i ołówka sam może to sprawdzić. Po drugie podobne lub nawet bardziej złożone obiekty istnieją i  funkcjonują w oparciu o zasady podobne do opisanych w tym tekście. I tym właśnie zagadnieniom poświęcony będzie kolejna część tego wpisu, a teraz jeszcze kilka fotek z drogi powrotnej:




niedziela, 12 kwietnia 2015

Tak wiem , reklamy.

Jak zapewne już zauważyliście, na blogu pojawił się baner z reklamami. Nie wkleiłem go powodowany żądzą mamony, a jedynie nadzieją na częściowe pokrycie wydatków związanych z wyjazdami w teren (koszty paliwa, bilety na kolejkę górską) lub zakupem "pomocy naukowych". Baner wisi jedynie na stronie głównej i mam nadzieję, że nie będzie "zakłócał" lektury postów. Za wszelkie kliknięcia w baner z góry wszystkim dziękuję.